Turystyka rowerowa: Szwajcaria - Jazda na rowerze
Jeździ

Turystyka rowerowa: Szwajcaria - Jazda na rowerze

Wideo: MC Xander 'Sick Of The Lies' (Wrzesień 2020).

Anonim
wizerunek

Rosjanin był zły.

Rosjanin był głodny. „Ach” - powiedział Rosjanin podczas kolacji poprzedniej nocy - „Więcej zielonej sałatki - dlaczego nie dostajemy więcej mięsa?” Było to jedno z czterech zdań, które słyszałem od Pavela w ciągu około 60 godzin, które go znałem. Wypowiedział te słowa w sposób szczególnie pobożny, szeptany, z przekonaniem, przed posiłkami, z pozornym przekonaniem, że rzeczywiście mogą coś zmienić. Wypowiedział je, kiedy usiedliśmy do trzech obiadów i dwóch kolacji. Inną rzeczą, którą wypowiedział - pierwsze zdanie, które od niego usłyszałem - było: „Ach, otoczony despotycznymi”. Powiedział to, kiedy się poznaliśmy, kiedy dowiedział się, że spędził kilka dni na rowerze z trzema Amerykanami. W naszej małej grupie byli także Niemcy, Austriacy i Włosi, i denerwowało mnie, że historyczna nienawiść Pavla nie rozciągała się na mocarstwa Osi, które zabiły miliony jego rodaków jeszcze nie tak dawno temu. Bardzo mnie to zdenerwowało.

Zastanawiam się nad selektywną ksenofobią Pavela i jego tęsknotą za mięsem, ponieważ w tej chwili wolę zastanowić się nad czymkolwiek innym niż własną sytuacją, to znaczy pedałuję masywny rower hybrydowy z dźwięczącym dzwonkiem na kierownicy przez zamarzającą ulewę, będąc uderzone przez wichury, wysysające brudne, pachnące dieslem podmuchy z dużych ciężarówek pędzących przeze mnie na autostradzie. Poza tym jestem w Szwajcarii, która, jak sądzę, nie miała lodowatych ulew i wiatrów wichury i autostrad. Przewodniki o nich nie wspominały. Nasz szwajcarski przewodnik, Robert, który nauczyłem się w ciągu ostatnich kilku dni, nie potrafił przekonująco posługiwać się pięcioma językami.

Nie tylko ja poznałem trudne, smutne prawdy. „Mam dość kłamstw”, syknął do mnie jeden z moich rodaków, Richard, w południe, po tym, jak zmuszeni byliśmy wspiąć się na górę i odwiedzić nasz czwarty zamek, zanim Robert pozwoli nam zjeść lunch. Richard mieszkał w Los Angeles i podróżował głównie po to, by zbadać życie nocne gejów w magazynie w domu. Radził sobie z jazdą na rowerze, ale nie był entuzjastą. Richard brzmiał, jakby miał zamiar płakać, gdy powiedział: „Robert obiecał, że dziś będzie płaski!”.

Robert obiecał wiele rzeczy, takich jak przyjazne dla rowerzystów drogi i łatwe do pokonania trasy oraz dobra pogoda. Ponuro opowiadam jego kłamstwa, gdy kolejny supertanker rzuca się obok mnie, a następnie wtapia się w wirujące mgły szwajcarskiego tajfunu. Gdyby świat był sprawiedliwym i miłosiernym miejscem, Robert unikałby ciężarówek i oddychał spalinami i sadzą deszczową wodę na tej szwajcarskiej autostradzie, a ja, po odrzuceniu baru po tabliczce bezpłatnej hotelowej czekolady, rozciągałbym się między prześcieradłami pachnącymi szarotką, szykując się na miłą, długą popołudniową drzemkę w przestronnym pokoju hotelowym nad brzegiem Jeziora Genewskiego, gdzie powietrze było czyste i błyszczące, a recepcjonistki były blondynami i niebieskimi oczami, przyjaźnie nastawione i nienaturalnie lubiły Amerykanów, a tabliczki czekolady były wymieniane wiele razy dziennie.

Miałem wcześniej do czynienia z leżącymi przewodnikami podczas innych podróży prasowych. Każdy doświadczony obywatel świata wart swojej kolekcji skradzionego balsamu do ciała szybko dowiaduje się, że „Dołącz do nas podczas odkrywania cudów Hawajów” naprawdę znaczy „We wtorek jedziemy godzinną przejażdżką jeepem, aby odwiedzić farmę mango ponieważ izba handlowa w Maui opiera się na rachunku, który pozwala mi, waszemu leżącemu przewodnikowi, płacić za przeloty i rachunki za żywność za ślimaki samozaładowcze, a komnata chce trochę rozgłosu dla farm mango, więc zamknijcie się i róbcie notatki ”. Doświadczony obywatel świata uczy się gromadzić energię na bezpłatne pięciodaniowe kolacje i drzemki na plaży. Ale Robert kazał nam obudzić się o 7 rano w ciągu ostatnich kilku dni, zmuszając nas, abyśmy przeszli obok cywilizowanej godziny drzemki, a posiłki często wymagały niewiele oprócz zielonych sałatek, fondue i frytek.

Przeszywa mnie kolejny wiatr wichury. Jestem pewien, że moje ciało pozbawione składników odżywczych w każdej chwili pogrąży się w hipotermicznym szoku. Kolejna ciężarówka. Zastanawiam się nad imponującą zrzędą Pawła szukającego mięsa i odczuwam dla niego rodzaj współczucia. Czyż nie wszyscy, pomimo wielowiekowych różnic i wojen przesiąkniętych krwią, bracia pod skórą? Deszcz jest taki zimny, wiatr nieubłagany. Czy mój mózg się wyłącza? Wyobrażam sobie Richarda, spacerującego już ulicami Jeziora Genewskiego, zanurzającego się w ekscytujący i rozległy świat gejowskiego szwajcarskiego życia nocnego. Z drugiej strony mój świat jest mokry, oziębły i bardzo, bardzo mały. Zastanawiam się, ilu ludzi przyjdzie na mój pogrzeb, gdyby była dziewczyna, której ostatni e-mail powiedział: „Już cię nie znam, proszę, zapomnij o moim adresie”, będzie płakać obfitymi łzami żalu i tęsknoty, gdy ona upadnie, zawstydzony nad moją trumną i jeśli Robert lub szwajcarskie biuro turystyki może zostać uznane za zbrodnicze zaniedbanie w sprawie mojej śmierci.

Zaproszenie na wycieczkę rowerową z przewodnikiem po Szwajcarii dotyczyło poszarpanych, pokrytych śniegiem szczytów i migoczących jezior górskich. Mówił o jeżdżeniu rowerem przez doliny rzek, uroczymi małymi ścieżkami przeznaczonymi dla rowerów, przez co, na pewno, byłyby wypełnione kawiarniami, brukowane wioski, w których grube, białowłose, noszące lederhosen mieszczanie siedzieli na zewnątrz i napychali swoje wypukłe wnętrzności czekoladą serowe fondue, podczas gdy ich córki, jabłka o policzkach jabłka o imieniu Heidi, ustawiły się wzdłuż zakrzywionych i wąskich wiejskich ścieżek, wpatrując się z podziwem w przystojnego Amerykanina, gdy przecinał górskie powietrze, jego nogi pompowały jak tłoki, a jego skóra promieniowała jakby o panterowskiej witalności kobiety marzyły o swoich zroszonych latach dojrzewania, ale nigdy tak naprawdę nie widziały ich z bliska. A teraz było przed nimi! „Sacre bleu!” Heidi wykrzykiwali w swoje różowe, doskonale ukształtowane dłonie, które doiły już kilka krów i ugniotły kilka bochenków pożywnego szwajcarskiego chleba, a tym samym pachniały oparami uczciwej pracy i rzemieślniczego odżywiania oraz czystym, czystym pragnieniem zwierząt . (Lub „Mein Gott”, gdyby mieszkali w niemieckojęzycznych częściach kraju). Następnie Heidis machałaby tymi miękkimi, doskonałymi rękami i wołała językami ojczystymi oraz Amerykanami, nie znając dokładnego znaczenia każda sylaba (Szwajcaria ma cztery oficjalne języki, a Amerykanin nie zna żadnego z nich), niemniej jednak rozumie dokładnie język miłości, a Amerykanin byłby tak daleko przed innymi poszukiwaczami przygód, że tak, dlaczego nie zatrzymać się na filiżankę poranka Szwajcarska kawa i odrobina czekolady, a potem wspomniał - w języku migowym, gdyby musiał - że być może Heidi chętnie pojedzie samochodem dostawczym, gdzie ona i Amerykanie mogliby się zrelaksować, rozciągnąć i przedyskutować stosunki międzynarodowe i …

Atakuje mnie ściana wody. Gdybym nie był tak zimny, a już przemoczył mnie do szpiku kości i przeklinał Heidis, które nigdy nie skinęły na mnie podczas tej przeklętej i nieszczęśliwej wyprawy, to mogłoby być dla mnie interesujące. Kto wiedział, że w tym neutralnym kraju miały miejsce huragany, których chciwe, gromadzące nazistowskie złoto serce pompuje stale i niezawodnie dla każdego dyktatora, który jest gotów zapłacić tę przesiąkniętą krwią cenę? Tak jak zastanawiam się nad tajemnicami globalnych warunków pogodowych i historycznego zła, przejeżdża kolejna ogromna ciężarówka, wysyłając mi kolejną taflę wody.

Brzmiało dobrze. Każdego ranka, zgodnie z otrzymanymi przeze mnie szwajcarskimi materiałami prasowymi dotyczącymi turystyki, budziliśmy się w pięknej szwajcarskiej wiosce, montowaliśmy nasze szwajcarskie rowery do wypożyczenia na spokojną podróż od 20 do 30 mil do naszego następnego przystanku, na którym czekałby nasz bagaż Byłem pewien, że będą to pokoje pachnące szarotką. Trzy dni jazdy rowerem przez kręte doliny, wzdłuż „prawie całkowicie płaskiej” trasy, „ocenione jako łatwe, idealne dla wszystkich, w tym rodzin z dziećmi”. Nie można przegapić oznakowania, obiecał materiały prasowe (i Robert). Świetne ćwiczenie, byłem pewien. Doskonałe musli na śniadanie. Nieszczęsne, ale chwilowo satysfakcjonujące romanse z zaufanymi córkami mieszczan o imieniu Heidi.

Brzmiało świetnie. Brzmiało to jak siedem dni (dwa dni w Alpach, aby zaaklimatyzować się przed jazdą na rowerze, dzień później, aby odpocząć) całkowicie opłaconych podróży przez obce państwo, które, z jego historią dwulicowości, zwyczajnym antysemityzmem i nazistami -sympatycznie pomimo, miał czyste łazienki. Były to dla mnie ważne, ponieważ chociaż jestem doświadczonym obywatelem świata, czasami cierpię na problemy trawienne związane z tym, co psycholog nazwał kiedyś „uogólnionym zaburzeniem lękowym”, które, jak sądzę, napisała, żeby zarobić trochę pieniędzy moja firma ubezpieczeniowa. Chodzi mi o to, że wydaje mi się, że moje problemy wynikają bardziej z wrażliwego usposobienia i precyzyjnie skalibrowanej świadomości czarnej, bezdennej egzystencjalnej otchłani, która ziewa pod nami wszystkimi, niż jakiegokolwiek rodzaju nierównowagi chemicznej lub łatwo diagnozowanych „zaburzeń” wspólnych dla hord innych, którzy akurat posiadają twardych administratorów planu ubezpieczenia i pomysłowych psychologów. Dlaczego ludzie zawsze tak chętnie opisują to, czego nie potrafią zrozumieć?

Bez względu na to, jak świetnie brzmi podróż, doświadczony poszukiwacz przygód, obywatel świata, jest zawsze przygotowany. Wiedziałem, że mogą być jakieś problemy, więc odpowiednio się spakowałem. Tabletki przeciwbiegunkowe. Rozsądne buty. Sprzęt przeciwdeszczowy. Krem do opalania. 700-stronicowa powieść o dziewiętnastowiecznych brytyjskich odkrywcach prześladowanych i zjadanych przez gigantycznego zmutowanego niedźwiedzia polarnego na pustkowiach Arktyki, na wypadek, gdybym się nudził, zmęczył lub miał dość innych zaprawionych w przygodzie poszukiwaczy przygód ssących spuchniętych, historycznie winnych smoczek szwajcarskiej turystyki. Spakowałem też hawajskie koszule, ponieważ hawajskie koszule są modne na całym świecie, pomimo tego, co powiedziała moja była dziewczyna. Przyniosłem swoje specjalne, chroniące prostatę siedzenie Velo Plush, z oczywistych względów medycznych, które chciałbym, aby pęknięcie szwajcarskich mechaników rowerowych przyczepiło się do lekkiego i wysokiej klasy szwajcarskiego roweru, który planowałem pedałować z panterową witalnością. Spakowałem czapkę Durango Fire and Rescue (daną mi przez faceta, który faktycznie pracował dla jednostki), aby zaimponować potencjalnemu Heidis.

Pierwszego dnia podróży dowiedziałem się, że nie ma żadnych pęknięć w szwajcarskiej mechanice rowerowej; że noże szwajcarskiej armii, które otrzymaliśmy jako prezenty, nie zawierały kluczy sześciokątnych, które musiałbym przymocować do siedzenia chroniącego prostatę; że jedynym miejscem, w którym mogłem przymocować swoje siedzenie, był sklep z motocyklami i rowerami przy autostradzie, gdzie jestem prawie pewien, że usłyszałem, jak jeden z mechaników mamrocze coś antyamerykańskiego, kiedy zobaczył mnie, moją hawajską koszulę i moje Durango Czapka przeciwpożarowa i ratownicza. Dowiedziałem się również, gdy po kilku milach poinformowałem Roberta, że ​​jestem gotowy na przerwę i muszę się rozłożyć w furgonetce pomocniczej, mając nadzieję, że w środku są batony, że nie ma furgonetki pomocniczej. To sprawiło mi bardzo silny ból brzucha.

„Mam dość kłamstw” - powiedział Richard po raz pierwszy, gdy pedałowaliśmy razem tego dnia. Poza swoją upodobaniem do powtarzania tego refrenu, bardzo miło było być w pobliżu. Drugi Amerykanin w podróży to inna historia.

„To nie jest płaskie!” Marcia, pisarka podróżnicza z Florydy, powiedziała pierwszy dzień, drugi i trzeci. „Nie sądzę, żebym mogła to zrobić”, powiedziała pierwszego dnia, drugiego i trzeciego. „Być może będę musiała wrócić do domu wcześniej”, jęczała pierwszego dnia, drugiego i trzeciego. Marcia lubiła też dyskutować o ludobójczych maniakach Chińczyków (zainspirowałam się, jak przypuszczałem, naszą wizytą w Muzeum Olimpijskim w Lozannie), a nastroje, które, jak sądzę, nie poszły tak dobrze z jednym z amerykańskich przewodników, którzy do nas dołączyli naszego drugiego dnia, który nazywał się Shin-Jung.

Europejczycy podczas podróży z nami - będąc Europejczykami - byli bardziej na zewnątrz optymistyczni. Andreas, Niemiec, spędzał większość czasu mamrocząc po niemiecku do Freda Austriaka, którego najważniejszym sentymentem w języku angielskim było, po tym, jak powiedziano nam, że będziemy musieli odwiedzić coś, co wyglądało na nasz 100. zamek, na naszą 50. górę, „Jestem dziennikarzem, nie sportowiec. ” Wysoki, łysy Albano Włoch nie powiedział nic, ale z pogardą patrzył na szwajcarskie kiełbaski i talerze z serem, które dostaliśmy w jednym zamku i wydawało się, że zwymiotował, gdy usłyszał, jak późnym popołudniem Marcia zamawia cappuccino. (Później dowiedziałem się, że Albano był byłym kolarzem wyczynowym, urbanistą i utalentowanym artystą, milczącym w spoczynku, ale zabawnym i hojnym po zaręczynach, a także autorem sześciu włoskich przewodników. Ponadto, że kochał koty. Także, że jego wstręt do picia cappuccino po 10 rano był bardzo realny.) Poza nienawiścią do sałatek i bełkotem w Ameryce, nie słyszałem, żeby Pavel nic nie mówił, dopóki nie przyjechaliśmy na lunch do Muzeum Olimpijskiego, gdzie podano nam okonia. Właśnie wtedy rosyjski wypowiedział zdania numer trzy i cztery.

- Leetle feesh - mruknął. „Bardzo leetle feesh”.

Za nas wszystkich odpowiedzialny był Robert, który w różnych momentach przypominał nam: „W tym kraju nie ma niebezpiecznych zwierząt” i „Nikt nie śmieje, patrz, czy widzisz jakieś śmieci?” Ilekroć ktoś narzekał - na przykład na tempo, przymusowe wycieczki po zamku, góry na płaskiej trasie - Robert oskarżył nas o bycie marudzącymi, złoczyńcami i leniwymi świniami (ogólnie prawdą), jednocześnie wymyślając wymówki dla kłamstw, które chcielibyśmy został nakarmiony.

„Oznakowanie jest idealne” - powiedział w pewnym momencie, kiedy tak często narzekałem na zgubienie się.

„Jakiego rodzaju rowerzysta chciałby znaków, na które nie musiał zwracać uwagi?” powiedział w innym momencie.

„Po prostu trzymaj jezioro po swojej lewej stronie”, powiedział kiedyś, a „Po prostu trzymaj góry przed sobą”, innym razem.

„Wszyscy macie szczegółowe broszury” - zapewnił nas, nie wspominając o tym, że broszury zostały napisane w języku niemieckim. I „jeśli wszystko inne zawiedzie, masz mój numer telefonu komórkowego”. Nie zadziałałem, a nawet jeśli tak, mój telefon komórkowy nie działał w Szwajcarii.

Kłamstwa Roberta, unikanie, przymusowe wspinaczki, obowiązkowe wizyty w zamku i brzydkie (ale dokładne) oskarżenia o negatywne nastawienie pomimo tego, że nie był złym facetem. Pewnej nocy, podczas gdy wyobrażałem sobie, że Pavel marzy o steku, a niemieccy mówcy przeprowadzają niecne transakcje z lokalnym bankiem, a Marcia płacze sama, a Richard bada życie nocne, spotkałem Roberta w hotelowej saunie. Doszedłem do wniosku, że moje skargi nigdzie mnie nie prowadzą. Powiedziałem mu więc, że musi być trudno kierować tyloma reporterami.

Tak, przyznał, może to być trudne.

„Marcia naprawdę bardzo jęczy” - zasugerowałem. (Nie jestem dumny ze swojego zachowania, ale nie mogę udawać, że tak się nie stało).

Tak, przyznał, ona może stanowić wyzwanie.

„A może pominiemy zaplanowaną na jutro wycieczkę do muzeum i gdzieś się wycofamy i zjemy lody?” Poddałem się. „Myślę, że może to być dobre dla morale grupy”.

Obiecał, że pomyśli o tym.

Potem rozmawialiśmy o podróży i przygodzie oraz życiu i miłości. Czy mogłem powiedzieć coś o byciu samotnym? Mógłbym powiedzieć coś o Nowym Jorku jako ciemnym, okrutnym, bezlitosnym, miażdżącym duszę, pożerającym duchy szambie, w którym jedynymi cenionymi rzeczami są bogactwo i piękno, a jak w tak płytkiej, bezlitosnej metropolii można się dziwić, że wrażliwy mężczyzna z doskonale skalibrowanym wskaźnikiem emocjonalnym może skończyć z byłą dziewczyną, która go nie rozumie, która nienawidzi swoich hawajskich koszul? Mogę mieć. (Kiedy tęsknię kilka dni drzemki z rzędu, staje się emocjonalnie labilny. Mój psycholog mówi, że to nie moja wina.)

Steve - powiedział Robert. „Musisz znaleźć Heidi.”

Świt przeszywa szarość i chłód, a zanim zdążyliśmy zamontować nasze rowery na 20-milową przejażdżkę do Nyon, naszego ostatniego przystanku, dzień stał się czarny, zimny i mokry. Wspinam się na wzgórze i stoję twarzą w twarz, jeszcze raz wygłodniała paszcza szwajcarskiego tajfunu, szczękając zębami, bliski śmierci, planując pogrzeb, zastanawiając się nad moim byłym, przeklinając Szwajcara. Próbuję wyobrazić sobie brytyjskich odkrywców prześladowanych przez zmutowanego niedźwiedzia polarnego w pustkowiach arktycznych, aby móc poczuć się lepiej w ostatnich godzinach. Kiedy to nie działa, zaczepiam pulchnego mieszkańca miasta i pytam ją, jak daleko jest od tego miasta do Nyonu. Robię to krzycząc: „Nyon! Nyon!” i obejmując się, płacząc i rozsuwając ręce i unosząc brwi. Myślę, że powiedziała mi, że to długa droga, i myślę, że może jeszcze trochę płaczę, a potem mówi słowo, które rozumiem: „Gare”, co oznacza dworzec kolejowy.

Jestem ostatnim, który przybył, najbardziej wyluzowany, przemoczony i nieszczęśliwy. Po przebraniu się w spodnie dresowe i zapasową hawajską koszulę, którą mądrze noszę w plecaku, błagam Roberta, aby pozwolił mi pominąć lunch i oszałamiająco źle pomyślaną wycieczkę po Nyon, która nadejdzie, i wsiąść do cholernego pociągu i wrócić do ogrzewany hotel w Lozannie, gdzie mógłbym napić się czekolady i poczytać o zmutowanym niedźwiedzie polarnym. Mówię w ten sposób: „Robert, myślę, że grupa mogłaby być szczęśliwsza - i bardziej skłonna pisać dobre historie - gdyby mogła wyschnąć i odpocząć”.

Ale nie. To się nie zdarzy. Istnieje harmonogram, a to jest Szwajcaria. Zjemy lunch i będziemy mieli pieszą wycieczkę.

Ponuro wsuwam makaron z wieprzowiną (Pavel robi to samo i uśmiecha się po raz pierwszy i jedyny w podróży), podczas gdy poza szaleją burze. Z jedzeniem ogrzewającym mój brzuch i hawajską koszulą rozgrzewającą moje ciało oraz myślą, że skończyłem z doskonałym oznakowaniem Szwajcarii i płaskimi drogami rozgrzewającymi moją duszę, trochę pocieszyłem. Pocieszam się tak bardzo, że kiedy Robert informuje grupę, że teraz każdy z nas podzieli się swoją opinią o podróży, nie jęczę.

Pavel jest pierwszy. Mówi, że kocha społeczność grupy. W rzeczywistości używa słów „miłość” i „społeczność”. Jestem zdumiony jego słownictwem. Być może źle oceniłem Pavla. Może muszę spojrzeć na swoje życie. Fred i Andreas mówią coś, co nie jest oczywiście nacjonalistyczne lub rasistowskie, za co jestem im wdzięczny. Marcia nie obija Chińczyków, a Shin-Jung nie mówi nic strasznego o Marcii. Może ta podróż odmieniła życie więcej niż jednej osoby. Jeśli chodzi o moją kolej, wspominam, że chociaż nauczyłem się, jak dopracowana jest definicja mieszkania w tym kraju, świetnie się bawiłem. Ludzie się śmieją. Naprawdę muszę więcej otworzyć, przestać trzymać świat na dystans. Mówię grupie, że wrócę do Stanów Zjednoczonych, przepraszając tylko za jedną rzecz - i tutaj spoglądam na oczy Roberta, aby uzyskać znaczący, emocjonalnie łączący rytm - i to znaczy, że nie znalazłem Heidi.

Robert patrzy na mnie w poszukiwaniu znaczącego, emocjonalnie łączącego własnego rytmu. I uśmiecha się. Uśmiecham się. On się uśmiecha. Słyszę chichotanie w grupie. To robi się dziwne. Kolejny objaw hipotermii? Myślę, że mózg jest niesamowitym i skomplikowanym narządem.

„Steve”, mówi Robert z najdziwniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałem, „odwróć się”. Teraz wszyscy się śmieją, nawet Marcia.

Kiedy się odwracam, ona jest, stoi zaledwie dwie stopy ode mnie. Blond. Niebieskooki. Bardzo białe zęby. Poza tym nie jestem dumny z tego, że to mówię - ale chociaż doświadczony obywatel świata może być dwulicowy, sprytny, samolubny, litujący się, chciwy, służący i leniwy, czasami jest bardzo szczery - opętany ciało, które my, Amerykanie, możemy nazwać „paleniem!” Ma na sobie szpilki, ciasną bawełnianą bluzkę i bardzo obcisłe szare spodnie. Przez okropną, haniebną sekundę zastanawiam się, czy Robert - martwiąc się niektórymi moimi skargami i tym, jak by się to rozegrało w amerykańskiej prasie - mógł wynająć naprawdę piękną prostytutkę, żeby mnie rozweselić.

Więcej śmiechu. Czułe spojrzenie możliwej prostytutki. Czuły, ale także dojrzały z obietnicą. Czy mam halucynacje? Czy opary zapachowe oleju napędowego pogorszyły moje funkcjonowanie neurologiczne? Jeśli tak, czy szwajcarskie szpitale zaakceptują mój plan ubezpieczenia? Szaleńczo rozglądam się po pokoju. Byłem zagubiony wcześniej w życiu. Zagubiłem się wiele, wiele razy na strasznie oznakowanych autostradach i drogach tego strasznego i rzekomo neutralnego kraju. Ale nigdy nie czułem się tak zagubiony jak teraz. Widzę, jak Richard się uśmiecha, patrząc na mnie. „Jest gorąca”, myślę, że widzę go w ustach.

Wstaję. Na szyi pięknej blondynki znajduje się metka. Nametag mówi „Heidi”.

Biorę ją za rękę. Właściwie to łapię. Wszystko jest idealne, miękkie, różowe. Czy Robert wyrwał ją z farmy? Czy doiła dziś rano krów i wyrabiała ciasto? Jak może być tak czysta, a jednocześnie promieniować tak dumną, surową cielesnością? Mam okropny ból brzucha.

„Jestem Heidi” - mówi Heidi.

„Heidi, szukałem cię od bardzo dawna” - mówię. To najbardziej wyrafinowana rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałem w życiu. Jestem prawie pewien, że to najbardziej wyrafinowana rzecz, jaką kiedykolwiek powiem w życiu.

„Cieszę się, że mnie znalazłeś” - mówi Heidi. Trzyma mnie za rękę dłużej, niż jest to naprawdę konieczne. Jestem tego pewna. Pytania zalewają mój zmęczony, przeżył-szwajcarski huragan, wdychany-zapach-spalinowy-opary szwajcarskich supertanków, ogólnie zdezorientowany umysł. „Czy Robert naprawdę jest tak zdesperowany, by wypić atrament, że zatrudniłby dla mnie prostytutkę? Myślę. Ponadto: „Jaka jest właściwa etykieta ze szwajcarską prostytutką?” I „Tylko dlatego, że Heidi jest prostytutką, czy ona nie jest zdolna do miłości?” I „Czy nie jestem w stanie - w końcu - zapewnić miłości?”

Zdecydowałem, że nie będę oceniać przeszłości Heidi, że jesteśmy przeznaczeni dla siebie nawzajem. Właśnie wtedy Heidi mówi: „Jestem twoim przewodnikiem”. Mówiąc to, wciąż trzyma mnie za rękę. Jestem tego pewna.

Następne kilka minut są rozmyte. Ale następna chwila jest bardzo, bardzo jasna. Stoimy na zewnątrz. Jakimś cudem przeszliśmy z wnętrza restauracji, z mojego talerza makaronu i wieprzowiny, na zewnątrz. Nie pamiętam chodzenia, ale jakoś tak się stało. I w jakiś cudowny sposób burza ucichła, a powietrze ogrzało się. Heidi i ja patrzymy na siebie i słuchamy, jak otacza nas delikatny, magiczny tupot: padając na białe parasole Swiss Tourism, które trzymamy, delikatna, oczyszczająca mżawka. Heidi patrzy głęboko w moje oczy, a ja głęboko w jej.

„Szukasz Heidi?” Pyta Heidi.

„Tak”, rechoczę.

„Chcesz wiedzieć o Heidi?” Pyta Heidi. Podeszła jeszcze bliżej. Ona jest cale ode mnie. Widzę deszcz lśniący na jej skórze. Widzę, jak przylega do niej jej bluzka. Interesujące jest to, że odnosi się do siebie w trzeciej osobie.

„Chcę wiedzieć wszystko o Heidi” - mówię. Jestem tak niewiarygodnie kontynentalny. Spróbuję zapamiętać ten moment. O tym momencie powiem naszym dzieciom, Mosze i Maryi.

Heidi opowiada mi historię o Heidi. Myślę, że jest w tym zepsuty dziadek, mała dziewczynka na wózku inwalidzkim, trochę owiec, a może nawet wackjob o imieniu Peter, ale nie jestem pewien. Jestem zajęty wyobrażaniem sobie życia z tym Heidi. Przewodnik wycieczki? Prostytutka? Dlaczego zawsze tak szybko nazywamy to, czego nie rozumiemy? Czy dlatego, że boimy się nieznanego? Czy dlatego, że boimy się naszych podstawowych, prawdziwych ja? Nie będę się więcej bać. Nie będę się obawiać gór zwanych płaskimi, ani krętych labiryntów zwanych doskonale oznakowanymi szlakami, ani zrzędliwych, głodnych Rosjan. Nie będę się bać nikogo. Nie będę się nawet bać bezdennej czarnej otchłani, którą teraz widzę, w ogóle nie ziewa, ale jest jedynie wytworem mojej głodnej miłości wyobraźni, która z powodu Heidi nie głoduje już. Odtąd zajadam się miłością, a Paweł będzie miał mnóstwo mięsa, a wszystkie kraje będą żyć w pokoju, a nawet Turcja przeprosi za ludobójstwo. To idealny moment i ja będę żył w tej chwili. Będę żył chwilą przepełnioną miłością.

Jestem teraz w domu, w Nowym Jorku. Miałem czas zastanawiać się, czy mój odcinek ulewy naprawdę kwalifikuje się jako pędzel z huraganem, czy był to tylko krótki obrót w wiosennym szkwału. Miałem czas, by zadać sobie trudne pytania: Dlaczego tak bardzo narzekałem na Roberta? Dlaczego byłam takim dzieckiem? Prawda jest taka, że ​​oprócz 10 lub 12 razy, kiedy zostałem oddzielony od grupy, spędziłem większość czasu na ścieżkach rowerowych, które obiecały broszury. Widziałem kilka grubych szwajcarskich krów, ładne żółte pola rzepaku. Podobało mi się doskonałe lody lodowe z Robertem nad brzegiem Jeziora Genewskiego, podczas gdy Marcia i inni frajerzy przemaszerowali przez Muzeum Olimpijskie. A pogoda była ładna przez większość czasu. Naprawdę było trochę ładnej scenerii, a Albano poklepał mnie po ramieniu, gdy wspiąłem się na jedną z gór i powiedział „Dobrze, dobrze”, co prawie doprowadziło mnie do łez. A jeśli moje prześcieradła nie będą pachnieć szarotką? W każdym razie nie wiem, jak pachnie szarotka. Dlaczego autostrady i czołgiści tak mnie przerobili? Dlaczego byłam taka niepewna? Może dlatego, że przeoczyłem kilka dni drzemki z rzędu.