Wyścigi rowerów górskich - Jazda na rowerze
Wyścigi

Wyścigi rowerów górskich - Jazda na rowerze

Wideo: Głębokie kopanie 2445 - Schaffer Pasek (Wrzesień 2020).

Anonim
wizerunek

Drużyna wyścigów górskich Club Minero przyjeżdża o 21:00 autobusem z rodzinnego miasta Amaga w Kolumbii. Aby zmieścić się w środku, członkowie zespołu musieli układać rowery jak drewno kordowe na tylnych siedzeniach, a zanim dotarli do wioski Santa Rosa de Osos, dalej na północ w środkowej Cordillera w kolumbijskich Andach, ramy są wyryte zadrapaniami z trzygodzinnej jazdy po wyboistych drogach. Zespół zamelduje się w przyzwoitym hotelu z łazienką i śpi od czterech do sześciu w pokoju. Następnego ranka po zjeździe z trasy o godz. 6:30 jedzą śniadanie jajecznica z cebulą i pomidorami, arepa (placki kukurydziane nadziewane serem) i gorącą czekoladę.

Podjeżdżając do linii startowej o 9 rano, wyglądają, jakby mieli ochotę na spokojną jazdę: brakuje im zestawów drużyn noszonych przez konkurencję, a w przypadku młodszych jeźdźców, których tendencja do wyrośnięcia odzieży przewyższa ich skromne budżety, odpowiednie buty rowerowe. Ich motocykle wyróżniają się również jako najbardziej podstawowe.

W rzeczywistości rower jednego z zawodników wygląda prawie komicznie mały. Jazda Rubena Restrepo jest ledwo wystarczająca dla dorosłego mężczyzny, a tym bardziej poważnego amatora. Mimo że 46-letni kolarz górski ma tylko pięć stóp cztery i 132 funty, unosi się niewygodnie wysoko nad kierownicą. Dzieje się tak, ponieważ dzieli on aluminiowy klinkier ze swoim 10-letnim synem Carlosem Alberto, który również ściga się w ten zimny, pochmurny kwietniowy poranek.

Restrepo pokonuje pierwsze z siedmiu okrążeń na trasie o długości półtora kilometra z wysokości około 8200 stóp. Większość terenu jest pośrodku pastwisk dla bydła, a krowy są jednymi z najbardziej znaczących przeszkód. Inne wyzwania wiążą się z miękką glebą, wąskimi narożnikami i 30-metrowymi rynnami, z którymi musi się zmierzyć z prostymi biegami i słabym zawieszeniem. Nie ma wielu długich podjazdów, co rozczarowuje Restrepo, którego ataki w pionie pomogły mu zdobyć wiele zdumiewającej liczby trofeów, które zebrał w ciągu 23 lat ścigania się z Club Minero lub Klubem Górnika. Zespół został tak nazwany, ponieważ większość z jego 16 członków - w tym 11 w wieku poniżej 12 lat - to górnicy, tacy jak Restrepo, lub ich krewni, a także dlatego, że wydobycie stanowi kręgosłup gospodarczy Amagi (pop. 12 170) .

Restrepo nie narzeka jednak na brak wspinaczek. Nie wypowie ani słowa sprzeciwu co do reszty trasy, ani o konieczności jazdy na tym zbyt małym rowerze. Dzisiaj jest szczególnie ważny pod względem wyników. W poprzednim wyścigu zajął czwarte miejsce i potrzebuje mocnych wyników w pozostałych wyścigach, aby zakwalifikować się do krajowych mistrzostw. Najważniejsze jest bycie na rowerze, a nawet cierpienie na rowerze. To właśnie prowadzi go przez wszystkie ciemne, samotne i ciężkie godziny, które wypełniają większość jego czasu między przejażdżkami.

Duży kamienny krzyż stoi przed wejściem do szybu, który jest ustawiony pośród falistych wzgórz i czystych strumieni. Każdego dnia o 8 rano Restrepo kładzie się na tym samym wózku napędzanym wyciągarką, który transportuje węgiel na powierzchnię, i schodzi na głębokość 1600 stóp ciemnym, wąskim tunelem do najgłębszej wnęki kopalni, jego „biura”, jak go nazywa. Jego współpracownicy - w sumie 30 mężczyzn - rozpraszają się w innych obszarach, których nigdy nie widział. „O ile nie dojdzie do wypadku, nie wyjdziemy” - wyjaśnia.

W środku Restrepo czołga się na czworakach, by dotrzeć do swojego stanowiska pracy. Żarówka zwisająca z góry oświetla poplamioną sadzą skórę, przekrwione oczy i wydrążone policzki, kucając, aby wydostać węgiel za pomocą kilofu. Jako sprzęt ochronny nosi tylko czarne gumowe buty.

Lunch jest zwykle czymś obfitym, jak zimny stek i babki. Je, leżąc na boku, z głową opartą na jednym ramieniu. 30-minutowa sjesta w tym samym miejscu, pod twardą skałą, służy jako odświeżenie w południe.

Aby otrzymać zapłatę, pakuje węgiel do dużych worków, które przy pełnej wadze więcej niż on, 140 funtów za sztukę. Każda torba zarabia mu 50 centów. W dobry dzień - kiedy węgiel jest miękki - może zarobić 20 USD. To ledwo wystarcza, aby pokryć jedzenie, prąd i wodę, a także zapewnić jego dzieciom i la moza, lub drugiej kobiecie, ponieważ Restrepo, rozwiedziony, ale ma dziewczynę, żartobliwie odnosi się do swojego roweru górskiego. „Muszę dokonywać cudów za te pieniądze” - mówi.

Uważa, że ​​jego praca wzmocniła go na rowerze. „Kopalnia naprawdę pomaga tym z nas, którzy ćwiczą na rowerze z powodu trudności w oddychaniu tutaj” - mówi. „Kiedy jeździmy na rowerze, serce reaguje natychmiast, przyzwyczajone jest do bycia zmuszonym. A przysiady przez cały dzień wzmacniają nasze nogi, dzięki czemu możemy mocniej pedałować”.

Chociaż wielu Kolumbijczyków jest zubożałych - mniej więcej połowa populacji jest biedna - kolarstwo jest drugim najpopularniejszym sportem w kraju. Budzi fanatycznych zwolenników, a jednym z bohaterów narodowych jest Martin Emilio „Cochise” Rodriguez, kolarz z pobliskiego miasta Medellin, który czterokrotnie w latach 60. XX wieku wygrał Vuelta a Kolumbia - wyścig wieloetapowy znany ze swoich pozbawione tlenu przełęcze górskie. Nawet nieogolony starzec sprzedający Chiclety na rogu naprzeciwko sklepu rowerowego Amagi, Ciclo Benhur, może poetycko kręcić się po przejażdżkach po plantacjach kawy otaczających miasto w kształcie misy.

Restrepo początkowo marzył o byciu kierowcą szosowym, takim jak Rodriguez, ale spartaczył swój pierwszy wyścig 26 lat temu. „Poszło naprawdę źle”, mówi Restrepo, który sprzedał zegarek na swój pierwszy rower… „kawałek śmieci”, mówi o chudej maszynie.

W końcu zaoszczędził na nieco lepszym rowerze, ale prawie zabił go podczas jazdy na nim w 1991 roku. Złodziej postrzelił go w plecy pistoletem na pelety, gdy jechał do domu ciotki w Medellin. Taksówkarz znalazł Restrepo i zabrał go do szpitala. „Większość granulek została wchłonięta przez mój portfel”, mówi Restrepo. „Reszta rozproszyła się wokół mojego kręgosłupa, niszcząc okrężnicę, jelito i niektóre naczynia”.

Po wyzdrowieniu przeszedł na prosty rower górski, który wytrzymałby dojazdy do pracy na wsi. W tym samym roku w kolumbijskim stanie Antioquia odbył się pierwszy wyścig kolarstwa górskiego. „Zajęłam drugie miejsce i natychmiast mnie wciągnęło”, przypomina Restrepo. Miał 36 lat, był o wiele za stary, aby zostać zawodowcem, ale wkrótce stał się budzącym grozę zawodnikiem. Dzieci, które znają jego umiejętności wspinaczkowe, nazywają go Lucho Herrera, odnosząc się do jedynego kolumbijskiego kolarza, który nosił koszulkę Króla Gór w Tour de France, Vuelta a Espana i Giro d'Italia.

Restrepo mieszka w niewielkiej, jednopokojowej chałupie o powierzchni 100 stóp kwadratowych zbudowanej z cegły i bambusa umieszczonej wysoko na zboczu wzgórza. Kupił działkę w 1996 roku za około 65 USD, niekoniecznie okazja, biorąc pod uwagę jej odległe położenie - pięć mil od miasta, wszystkie pod górę. Tuż obok znajduje się nieco mniej zrujnowany dom, który kiedyś dzielił z żoną i synami. Kiedy małżeństwo rozpadło się w 2008 r. - „była nastrojowa i nie traktowała mnie dobrze” - mówi - rozeszły się i wzniósł te cztery ściany, aby pozostać blisko swoich chłopców, 15-letniego Hernana Dario i 10-letniego… stary Carlos Alberto.

Pod podwójnym łóżkiem, starannie ubranym w prześcieradło w kolorze limonki, kilka odcieni jaśniejszych niż bujna roślinność wystająca przez okno bez paneli, Restrepo przechowuje wiele 86 medali i 53 trofeów, które wygrał na rowerze górskim. Kiedy przychodzą goście, wykopuje błyszczącą mieszankę z wytrzymałych plecionych worków - podobnych do tych, które wypełnia węglem - i wyświetla je na materacu. Naprzeciw jego łóżka, obok plakatu Lance'a Armstronga, znajduje się kolaż fotograficzny Restrepo w akcji na lokalnych wyścigach.

Wyciąga sześć koszulek drużynowych z poprzednich mistrzostw krajowych, wygładzając zmarszczki zrogowaciałymi rękami. On jeszcze nie zdobył krajowego tytułu. Ale jest nadzieja.

Dużo węgla zajęło Restrepo na wyścig w Santa Rosa de Osos. Wydał 30 USD, ponad pół tygodnia pensji, na zakwaterowanie i wyżywienie zarówno dla swojego syna, jak i dla siebie - tylko po to, by móc się pojawić. Kosztowałby cały tydzień pensji, gdyby opłaty za start w wyścigu (10 USD dla dorosłych; 5 USD dla nieletnich) nie były prezentem od lokalnego polityka. Inne koszty zostały pokryte przez uprzejmą pracę prezesa zespołu, 21-letniej Sandry Zapaty, która często zbiera fundusze, sprzedając empanady i tamales na miejskim placu.

Jest to trzeci z dziewięciu wyścigów XC, który określi, poprzez system kumulacji punktów, kto będzie reprezentował Antioquię na krajowych mistrzostwach rowerów górskich we wrześniu. Spośród około 180 zawodników obecnych tylko 24 - po dwóch z 12 kategorii - ruszy dalej.

Restrepo chciałby wygrać, a on zrywa z kursu. Ale w rzeczywistości, jeśli chodzi o wyścigi, uprawia sport głównie dla swojego syna.

„Moją motywacją zawsze było dawanie przykładu młodym ludziom, w tym moim dwóm synom” - mówi. A dzięki początkującej karierze wyścigowej Carlosa Alberto, Restrepo może dostać drugą szansę, by zobaczyć, jak jego dziedzictwo zostanie poszerzone, a może być rozbudowane. „Ma duży potencjał” - mówi Restrepo. „Jeździ od dwóch lat, ściga się dla zabawy od szóstego roku, a teraz robi to poważniej i zyskuje więcej ekspozycji”.

To był pomysł chłopca, aby konkurować. „Powiedział:„ Chcę być jak [kolumbijski mistrz cross-country] Leonardo Paez ”- wspomina Restrepo. Więc ojciec zrobił, co mógł i kupił mu rower, ale był to model dla dorosłych: „Nie stać mnie było na nic innego”, mówi Restrepo. „Jest niewygodny, ponieważ jest za duży. Kiedy będzie miał 12 lat, będzie w stanie sobie z tym poradzić lepiej”.

Jednak w obawie, że nadmierne napięcie może doprowadzić do kontuzji, na kilka dni przed wydarzeniem Restrepo sprzedał swój własny rower o wartości 300 USD za mniejszy model, z którym obaj mogli ścigać się. Plan jednak nie został zrealizowany, gdy Carlos Alberto musiał zalogować się na rowerze, podczas gdy jego ojciec wciąż ścigał się. Oznaczało to, jak na ironię, że Ruben ścigał się motocyklem zbyt małym dla niego, podczas gdy jego syn musiał konkurować na swoim starym rowerze dla dorosłych. Mimo to, pomimo pewnych wstrząsów przed wyścigiem, chłopiec był szczęśliwy, że ścigał się i zajął trzecie miejsce w grupie wiekowej od 10 do 12 lat.

„Wszyscy mówią mu, że pewnego dnia przewyższy swojego starca” - mówi Restrepo. „Ale gdybyśmy razem ścigali się, nie pozwoliłbym mu wygrać. Musi to zrobić sam. To nie będzie łatwe.”

Restrepo wie wszystko o wyzwaniach. Ale dziś okazuje się przychylnie. Ściga się dobrze, plasując się na drugim z 15 mężczyzn w grupie wiekowej od 45 do 49 lat, na piętach faceta z rowerem z włókna węglowego z hamulcami tarczowymi. Jest podekscytowany przejściem do następnego wyścigu.

Nie żeby kiedykolwiek przestał jeździć. Restrepo jeździ dwie godziny dziennie, trzy dni w tygodniu po pracy i co najmniej osiem godzin w niedziele, dzień wolny od pracy, za każdym razem zmieniając teren. „W zeszłym tygodniu wyszedłem o 6 rano i wróciłem o 4:30” - mówi. Podróż obejmowała dziewicze lasy i gęste dżungle, a Restrepo zatrzymywał się tylko po to, aby jeść po drodze drzewa mango i placki z owocami morza. „W pewnym momencie musieliśmy nosić rowery na ramionach przez 50 minut” - mówi.